„Misie na zdrowe włosy”. Swojego czasu to produkt, który wywołał niemałe zamieszanie. Misie, które nie dość, że są żelkami, to jeszcze mają ratować nam włosy? Wow! Tylko… Gdzie jest haczyk?

Ano jest haczyk. I to spory: skład produktu.

Przed samym zakupem żelek nie mogłam nigdzie odnaleźć pełnego składu produktu. Zauważcie, że na większości stron podaje się skład, o którym wszędzie pisze producent:

Nie jest to niezgodne z prawdą. Żelki jak najbardziej mogą mieć takie właściwości. Tylko – nie da się ukryć – są żelkami, a co za tym idzie mają też w składzie to, co nieuniknione:

Na pierwszym miejscu syrop glukozowy, a na drugim jakby to było jeszcze za mało słodkości – cukier.

Przy zakupie zapoznałam się dokładnie ze składem, więc wiedziałam doskonale na co się piszę, chciałam jednak przetestować produkt. Z ciekawości, czy w ogóle działa.

Jakie efekty?

Musiałabym skłamać, gdybym powiedziała, że nie było efektów. Włosy po zimie zazwyczaj wypadają mi garściami. Tym razem było lepiej. Myślę, że w znacznej mierze to zasługa Miśków, ale podejrzewam, że takie same efekty miałabym po braniu innego suplementu, czy nawet leku z biotyną, np. Biotebal.

Kuracja miesięczna misiami, to koszt ok. 35-39 zł (1 opakowanie). Inne suplementy są tańsze. W tym wypadku płaci się właściwie za żelkową formę (czyli za cukier i inne zło tego świata).

! Pamiętajcie, że stosując produkt z biotyną należy zrobić przerwę, najlepiej po miesiącu kuracji (w takim przypadku ok. 1 tydzień). !

Czy opłaca się i czy jest to coś warte? Odpowiedzcie sobie sami.
P.S. I żeby nie było – uwielbiam żelki, choć staram się ich unikać – ale te w smaku są… prze-o-krop-ne!

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here