Ostatnio udało mi się w końcu zrobić mega porządki w kosmetyczce i wreszcie pozbyłam się wszystkiego, czego na co dzień nie używam. Wśród kosmetyków znalazło się wiele produktów, które kupiłam po tym jak w Internecie zostały okrzyknięte wielkimi HITAMI. Niestety, u mnie totalnie się nie sprawdziły. Chcecie wiedzieć, jakie internetowe hity kosmetyczne są dla mnie największym zawodem? Przedstawię Wam całą listę :)

  1. Korektor Maybelline Instant Age Rewind

Znikał z półek drogerii internetowych w kilka minut po dodaniu go do oferty. Instagram go pokochał, youtuberki i blogerki pisały o nim same peany. Byłam zachwycona, że udało mi się go kupić już przy pierwszej fali uwielbienia. Byłam jedną z tych szczęściar, co mogły go przetestować najpierw, nie musiałam na niego „polować” i obserwować z ogromną uwagą feeedów drogerii kosmetycznej, żeby jako pierwsza dowiedzieć się o dostawie. Tym większe było moje rozczarowanie. Korektor kupiłam w odcieniu 01 Light – na pierwszy rzut oka swatch na ręce ekstra. Wypróbowałam go zarówno na skórę pod oczami, jak i jako korektora kryjącego na wypryski, czy przebarwienia. Jedyne, co mogę mu przyznać to to, że jest kryjący. Poza tym, po nałożeniu na twarz zaczyna pojawiać się odcień żółtawo-pomarańczowy, w ogóle nie łączy się  z podkładem, szybko zasycha, pod oczami robi się sucha skorupa, wchodzi w zagłębienia, roluje się. Robiłam 2, czy 3 podejścia. Tyle mi wystarczyło, żeby upewnić się, że na pewno nie będzie to mój ulubiony korektor.

2. Korektor w płynie Catrice

Z pochwałami na jego temat spotkałam się nie tylko w Internecie, więc sądzę, że na pewno to dobry produkt, który po prostu u mnie się nie sprawdził. Jak dla mnie jest zbyt matowy, wysusza skórę (zwłaszcza pod oczami, „zbiera się” w załamaniach skóry. Miałam wrażenie, że zrobiła mi się tam Sahara ;) Skóra ciągnęła i piekła. Dla mnie na ten moment NIE, ale tak dużo pozytywnych opinii sprawia, że nie wykluczam, że może jeszcze do niego wrócę, może moja skóra nie była na niego gotowa:)

3. Podkład L’Oreal True Match

Podkład L’Oreal True Match miałam okazję przetestować zaraz, gdy pojawiła się jego nowa formuła. Przy mojej cerze zupełnie się nie sprawdził – twarz mi się świeciła, nie wyrównywał dobrze skóry, niewiele krył, do tego podkład nie równo ścierał w ciągu dnia fundując mi na twarzy plamy. Mam wrażenie, że lepiej wyglądałam bez podkładu niż z nim. Chyba jestem zwolenniczką innego wyglądu cery, wolę podkłady dobrze kryjące i matujące, a błysk robię rozświetlaczem.

4. Podkład Maybelline, Fit me!

To również podkład-fenomen. Dawno nie czytałam tylu pozytywnych opinii o podkładzie, zanim pojawił się on na dobre w drogeriach. Tak, sugeruję, że część była nieobiektywna (zwłaszcza, że teraz na KWC podkład Fit Me! ma ocenę 3,8 – czyli niezbyt wysoką). Podkład Fit ME słabo kryje, wysusza, podkreśla suche skórki, ciemniej na twarzy i szybko się ściera (u mnie zwłaszcza na nosie). Poza tym w nazwie ma „Matte”, a bez pudru raczej by nie dał rady.  Pewnie jest sporo zwolenniczek tego podkładu, ale jak dla mnie – 3 x NIE.

5. Puder ryżowy Ecocera

Skład tego pudru sprawił, że długo musiałam leczyć po nim cerę. Ogólnie sam efekt po nałożeniu pudru nie był najgorszy. W moim przypadku zależało to od pory roku. Latem, kiedy twarz była trochę bardziej opalona, puder wizualnie też się w ogóle nie sprawdzał. Zimą dobrze stapiał się z cerą i podkładem oraz bardzo dobrze matował. Pozostaję więc przy zdaniu, że jeżeli już go używałaś i jesteś z niego zadowolona, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wciąż go używać. Skład nie jest dramatyczny, więc jeżeli Ci służy i podoba Ci się efekt to świetnie, ale  trzeba wiedzieć, że kosmetyk niewiele ma wspólnego z naturą.

6. Matowa pomadka Wibo, Million Dollar Lips

Matowa czy matująca? Pomadka okazała się mega wysuszająca, usta wyglądały jak… skóra rodzynki. Kolor 05 – bardzo łady, naturalny, idealny NUDE, ale efekt niestety BEZNADZIEJNY. Po aplikacji usta się kleją, pomadka szybko się ściera – bardzo nierównomiernie –  tworząc nieestetyczne plamy. Konsystencja jest gęsta, trudna do równomiernej aplikacji. Bardzo żałuję, bo kolory są ekstra!

7. Czarna maska Pilaten

Jedną z najpopularniejszych masek tego typu – Pilaten, Black Mask. Na temat maski naczytałam się tyle pozytywnych recenzji, że nawet nie przypuszczałam, że mogłaby mi wyrządzić jakąś krzywdę. Narosło wokół niej wiele mitów. Na tę chwilę uważam, że wszystkie artykuły opiewające czarną maskę Pilaten powinny zniknąć z internetu. To jedyne słuszne rozwiązanie. Efekty po jej życiu możecie zobaczyć TUTAJ.

Masakra, prawda?

8. Puder bananowy WIBO

Sypkie pudry bananowe jeszcze niedawno były prawdziwym hitem, więc od razu skusiłam się na jeden z nich. Padło na puder Wibo. Niestety, w moim przypadku okazał się on wielkim rozczarowaniem. Trudno było rozprowadzić go na twarzy tak, żeby nie robił nieestetycznych żółtych plam, podkreślał załamania skóry, wysuszał i w ogóle nie współgrał z moim podkładem, nie stapiał się z nim. Skóra była przesuszona, matowa – ale nie na długo pomimo, że nie mam tłustej cery.

9. Skarpetki złuszczające – niemal każde

Kiedyś jeszcze miałam nadzieję, że znajdę ideał wśród tego typu produktów. Wyszukiwałam coraz nowsze marki dostępne w drogeriach, czy aptekach: Marion, L’Biotica i mogłabym wymieniać jeszcze więcej. Niestety, po każdych z nich efekt jest podobny. Skóra łuszczy się gdzieś na środku, gdzie naskórek i tak był miękki i gładki, a na problematyczne miejsca, np. pięty, produkt w ogóle nie działa. Rozmawiałam o tym z moją kosmetyczką, która podziela moją opinię – piękne stopy potrzebują regularnej pielęgnacji – dobry krem, regularny peeling, zamiast wydawania pieniędzy na poszukiwanie super rozwiązań.

10. Pomady do brwi

Pomady do brwi zamieściłam w jednym podpunkcie, bo próbowałam się polubić z kilkoma, m.in. z mega zachwalaną pomadą do brwi z Wibo i marki Freedom. Oczywiście biorę pod uwagę, że mogę po prostu nie umieć ich używać, ale myślę, że to nie jedyny problem. Obie pomady były zeschnięte na wierzchu, a pod spodem zbyt gęste, oleiste. Po nałożeniu na brwi szybko zasychały, nie nadawały się do poprawki, jedynie dokładne wyczesywanie wchodziło w grę. Źle i trudno się rozprowadzały, szybko też się zepsuły. Konsystencja szybko zmieniła się na twardą część produktu, z której wydzielił się oleisty płyn.

NIGDY WIĘCEJ!

1 KOMENTARZ

  1. Agnieszka

    Nie zgadzam sie tylko z ostatnim punktem:)
    Pomady do brwi tylko z Inglota! Fajna, żelowo-matowa konsystencja, dobrze się rozprowadza, nie rozwarstwia się, duży wybór odcieni. Fakt, po pewnym czasie wysychają, ale znalazłam na to patent.
    1. Nie odrywa się foli zabezpieczającej do końca
    2. Pędzlem nabiera się odpowiednią ilość produktu, przenosi się go na zewnętrzną stronę dłoni.
    3. Zamyka się pojemniczek od razu, razem z folią, żeby nie dostał za dużo powietrza.
    4. Aplikuje się produkt z dłoni.
    Pomady dużo dłużej zachowują odpowiednią konsystencję, mi taki malutki słoiczek starcza spokojnie na ok. 5 miesięcy. Po za tym, zawsze można odświeżyć kosmetyk za pomocą duraline ;)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here